Fundusze powrócą, bo nie ma alternatywy (lipiec 2009) (Paweł Zielewski, Forbes, sierpień 2009 r.)

Saldo wpłat i umorzeń w funduszach inwestycyjnych dodatnie, atmosfera na giełdzie, choć nerwowa, daleka jest od paniki... Pora na powrót do kupowania jednostek uczestnictwa? Jeszcze za wcześnie na takie wnioski.

Od trzech miesięcy nie ma tygodnia, by nie zorganizowano debaty, spotkania, dyskusji, panelu poświęconego jednemu tematowi: reaktywacji funduszy inwestycyjnych. Mniej uważny obserwator może odnieść wrażenie, że kilkudziesięciu zarządzających najbardziej zainteresowanych wskrzeszeniem tej formy inwestowania, przy udziale równie niewielkiej grupy biernych słuchaczy, zaklina rzeczywistość. Nie jest to, wbrew pozorom, kontrowersyjna teza, chociaż - z oczywistych względów - w środowisku TFI nie ma ona zwolenników.

- Teoretycznie trudno sobie wyobrazić lepszy moment na rozpoczęcie inwestowania poprzez zakup funduszy inwestycyjnych (wszelkie toczące się na rynku dyskusje utożsamiają fundusze inwestycyjne z akcyjnymi - red.) - uważa Tomasz Publicewicz z Analiz Online.

Targana relatywnie niewielkimi tąpnięciami warszawska giełda znajduje się od połowy lutego w wyraźnej tendencji wzrostowej. Ostatnie spadki mogły zaburzyć ten obraz, jednak i tak - spoglądając na wyniki ostatniego półrocza - niemal wszystkie indeksy wypracowały dodatnie stopy zwrotu.

W skali półrocza indeks największych spółek zdołał wyjść niemal na zero. WIG wzrósł o niecałe 8 procent. Imponujące (jak na warunki kryzysu) wzrosty osiągnęły wskaźniki mierzące koniunkturę na rynku małych i średnich firm. W pierwszym półroczu mWIG40 zyskał 13,5 proc, a sWIG80 aż 33 procent. Do połowy lutego na naszej giełdzie dominowały jeszcze spadki. Od lutowego dołka WIG zyskał 43 proc, a WIG20 40 procent.

Maciej Brysławski, wiceprezes Superfund TFI, twierdzi, że błędem jest opieranie całej idei inwestowania w fundusze głównie na funduszach akcyjnych. Te zdominowały dotychczasowy przekaz marketingowy. Jego zdaniem reaktywacja funduszy inwestycyjnych, jeśli nie zostanie oparta na nowym modelu informowania o możliwościach inwestycyjnych, czyli przedstawieniu alternatyw w ramach całego rynku, zakończy się takim samym rozczarowaniem, jakie przeżyli inwestorzy dwa lata temu. Oczywiście wiceszef Superfund TFI mówi to we własnym interesie, zważywszy na charakter funduszu, ale po części zdanie to podzielają wszyscy zarządzający.
Brakuje jednak pomysłu, jak to zrobić. Na razie jedynym rozwiązaniem wydaje się przystąpienie do zaproponowanej przez Sławomira Sikorę, prezesa Citi Handlowego, narodowej strategii edukacji finansowej. Wszyscy zgodnie odrzucają tezę, że Polacy nie mają pieniędzy, z którymi mogliby przyjść do funduszy. Najnowsze, lipcowe dane oceniające stan oszczędności na koniec I kwartału 2009 r. mówią o wzroście wartości oszczędności o 2,7 proc. i osiągnięciu poziomu 689,4 mld złotych. To niedaleko do maksymalnych wartości z października 2007 roku (703,3 mld zł). Aż 356 mld zł ulokowanych jest na lokatach bankowych, które zapadną najpóźniej do końca roku. Ktoś te pieniądze będzie musiał zagospodarować, skoro większość depozytów ledwie daje radę ochronić środki przed wpływem inflacji.
Początek „nowego otwarcia" na rynku funduszy inwestycyjnych nastąpi jeszcze przed końcem 2009 roku. Teoretycznie fundusze powinny przygotować się na przybycie rzeszy klientów. Stanie się tak, jeśli bankom zabraknie pomysłu na zatrzymanie pieniędzy z zapadających lokat. Rynek nie znosi próżni, a fundusze nie mają alternatywy.