Nadchodzą złote czasy (wrzesień 2009) (Adam Zaremba, Doradca Inwestycyjny Superfund TFI, Dziennik Gazeta Prawna, 28 września 2009 r.)

Doświadczenia wielu pokoleń inwestorów pokazują, że złoto to nie tylko stabilna inwestycja, ale przede wszystkim skuteczna ochrona na czas kryzysów. Dzięki ujemnej korelacji z rynkiem akcji, pozwala efektywnie zabezpieczyć kapitał przed spadkami indeksów giełdowych. Przykłady można mnożyć. Rok 1997: przez Daleki Wschód przetacza się tzw. kryzys azjatycki, lokalne rynki akcji tracą po kilkadziesiąt procent, a cena złota w miejscowej walucie w ciągu pół roku wzrasta z 8 500 do niemal 16 500 tajskich bahtów za tonę. Nie inaczej działo się podczas kryzysu rosyjskiego w 1998 r., czy meksykańskiego w 1995 r. Nawet 11 września 2001 roku, gdy po zamachach na WTC indeksy akcyjne w USA traciły 9 proc., ceny złota poszybowały w górę o prawie 7 proc. Wprawdzie zabezpieczenie przed perturbacjami na rynkach finansowych to ważna zaleta, jednak inwestorzy kochają złoto przede wszystkim za ochronę przed inflacją. Podczas gdy światowe waluty nieustannie tracą na wartości, siła nabywcza złota pozostaje stabilna. Według szacunków, w ciągu ostatnich 40 lat siła nabywcza dolara skurczyła się o około 80 proc., a tymczasem koszyk dóbr, które jesteśmy w stanie kupić za uncję złota wzrósł pięciokrotnie. Dość powiedzieć, że cena typowego samochodu Forda w USA wzrosła z 850 dolarów w 1908 roku (Ford Tin Lizzy) do 36 900 dolarów w 2009 roku (Ford Mondeo). Jego wartość w złocie pozostała niezmieniona - 42,5 uncji za sztukę. Inwestorzy instytucjonalni wkraczają do gry Nie ulega wątpliwości, że złoto stało się hitem inwestycyjnym ostatniego sezonu. Pokaźnego trendu wzrostowego nie przeoczyli inwestorzy instytucjonalni, którzy od kilku lat inwestują w błyszczący kruszec na potęgę. Według raportów serwisu* gold.org, udział popytu generowanego przez inwestorów wzrósł z 19 proc. w 2007 roku do 47 proc. w pierwszej połowie 2009. Zmiana w strukturze popytu dokonała się między innymi dzięki nowemu graczowi na rynku - Exchange Traded Funds. ETF to notowane na rynkach jednostki funduszy otwartych, których portfele zwykle naśladują określone benchmarki - w tym przypadku ceny złota. Jeszcze w 2003 ETF produkowały tylko około 1,5 proc. światowego popytu. Obecnie wartość ta urosła do niemal 30 proc. Co czyni inwestorów instytucjonalnych tak optymistycznymi? Ceny dóbr w gospodarce rynkowej to wypadkowa gry dwóch czynników - popytu i podaży. W przypadku złota - oba zdają się sprzyjać wzrostom. Wyczerpujące się zasoby i problemy wewnętrzne w krajach Afryki, która była do tej pory jednym z największych producentów złota, sprawiły że wydobycie tego kruszcu w ostatnich latach zmalało (obecnie największym producentem złota są Chiny). Ze względu na wyczerpywanie się zasobów naziemnych, koszty jego wydobycia wciąż wzrastają.

Przyjrzyjmy się teraz stronie popytowej. O tym, że zwyżkom cen złota sprzyjać będzie obecny kryzys gospodarczy nie trzeba nikogo przekonywać. Wystarczy rzut oka na wykresy, by zauważyć, że inwestorzy traktują błyszczący kruszec jako bezpieczną przystań na niepewne czasy i zawsze windują jego ceny w okresach finansowych perturbacji. Tym razem jednak, w grę wchodzi również kilka dodatkowych czynników. Najistotniejszy z nich to ciążąca nad USA groźba inflacji. Olbrzymie sumy wpuszczone do amerykańskiej gospodarki przez bank centralny, prędzej czy później będą musiały odbić się niekorzystnie i spowodować przecenę dolara. Koniec hegemonii dolara Deprecjacja dolara oznaczałaby wzrost cen złota nie tylko dlatego, że historycznie korelacja obu aktywów jest wyraźnie ujemna. Coraz częściej mówi się, że dolar może utracić swój status światowej waluty. Miałoby to dwojakie konsekwencje. Po pierwsze - światowa gospodarka musiałaby znaleźć jakiś zastępczy środek płatniczy. Złoto jest obok euro, czy juana, naturalnym pretendentem na to stanowisko. Po drugie - popchnęłoby to banki centralne do wymiany rezerw: z dolarów na złoto. Nawiasem mówiąc, na takie kroki powoli decydują się obecnie Chiny, które niedawno zakomunikowały, że podwoiły swoje rezerwy w tym kurszcu wynoszące obecnie 1054 tony. Co ciekawe, stanowi to wciąż zaledwie 1,6 proc. wszystkich rezerw kraju, podczas gdy na przykład USA utrzymuje w tym kruszcu 783 proc. rezerw, a Niemcy 69,5 proc. Jaki byłby wpływ na kurs złota, gdyby Chiny chciały pójść drogą zachodnich gospodarek, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Niewykluczone, że już wkrótce banki centralne na świecie po raz pierwszy od lat przestaną być źródłem podaży, a staną się źródłem popytu. Co ciekawe, wielu analityków jest zdania, że rynkowi złota sprzyjać będą nie tylko czynniki długoterminowe, ale też krótkoterminowe. W Indiach często się zdarza, że podczas zaślubin młoda para przystrojona jest od stóp do głów w złotą biżuterię. Każdego roku odbywa się tam około 10 milionów ślubów, co stwarza ogromny popyt na wyroby ze złota. Taka kombinacja czynników zarówno długo- jaki i krótkoterminowych, powinna nawet podczas obecnego kryzysu zapewnić „złotym" inwestorom spokojny sen.