TFI – TOWARZYSTWA FINANSOWEJ INWIGILACJI

(Paweł Zielewski, FORBES 2009-12)

Za niewiele ponad pięć miesięcy towarzystwa funduszy inwestycyjnych będą miały obowiązek sprawdzać, czy pieniądze, które do nich wpływają, nie są brudne, czy nie finansują terroryzmu.

Ustawa o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, która weszła w życie 22 października 2009 r., zobowiązuje instytucje finansowe (również TFI zarządzające funduszami inwestycyjnymi) do wprowadzenia wewnętrznej procedury w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu.
Towarzystwa mają sześć miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy, czyli od 23 października 2009 r., na dostosowanie wewnętrznych procedur do jej wymogów. Po upływie pół roku TFI muszą być gotowe do zbadania wszystkich nowych klientów, którzy będą chcieli kupić jednostki funduszy, natomiast po upływie roku, zgodnie z wymogami prawa, powinni być już zdiagnozowani wszyscy klienci TFI (zarówno dotychczasowi, jak i nowi). Badanie będzie się mogło odbywać na poziomie TFI, agenta transferowego lub dystrybutora.
Dotychczasowe regulacje ustawy o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy i aktów wykonawczych do niej zobowiązywały TFI do wdrożenia odpowiednich norm wewnętrznych, określenia osób odpowiedzialnych za nadzorowanie realizacji ustawy oraz szkolenia pracowników co do przeciwdziałania procederowi prania brudnych pieniędzy.
Fundusze inwestycyjne są tzw. instytucjami obowiązanymi, podlegającymi ustawie AML (z ang. Anti-Money Laundering) z 2000 roku. Są zobowiązane raportować transakcje o wysokiej wartości - pojedyncze i powiązane, o równowartości powyżej 15 tys. euro, do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej (GIIF). GIIF na poziomie scentralizowanym przeprowadza dalsze analizy. Niezależnie w funduszach dokonywany jest monitoring transakcji bądź zachowań klientów pod kątem oznak ewentualnego prania pieniędzy.
Sprawa jest bardziej skomplikowana. TFI są zobowiązane do rejestrowania i analizy transakcji podejrzanych i powiązanych (chociaż pojęcia te nie są zdefiniowane w sposób jednoznaczny w ustawie i mogą, a właściwie powinny być traktowane indywidualnie, w zależności od rodzaju instytucji, która takie transakcje rejestruje). Towarzystwa mają obowiązek identyfikować klientów i beneficjentów transakcji oraz przekazywać raporty Generalnemu Inspektorowi Informacji Finansowej (zarówno cyklicznych, jak i ad hoc) w przypadku podejrzeń o pranie brudnych pieniędzy.
- Dla instytucji takich jak TFI, które z zasady mają nieograniczony katalog uczestników, realizowanie ustawy jest niezwykle trudne. Wynika to z faktu, że TFI w większości prowadzą dystrybucję jednostek uczestnictwa za pośrednictwem zewnętrznych podmiotów, z którymi mają zawarte stosowne umowy (co ogranicza możliwość bezpośredniego kontaktu z klientem przez pracowników TFI). Niemożliwe jest np., aby liczące 20, 50 czy nawet 100 osób TFI było w stanie indywidualnie spotkać się z każdym z wielu tysięcy klientów - mówi Arkadiusz Huzarek, członek zarządu Superfund TFI.
Jego zdaniem istotna jest zatem prawidłowa identyfikacja klienta na etapie jego kontaktu z pośrednikiem. Środki wpłacane przez klienta do funduszu są przekazywane za pośrednictwem rachunków bankowych, co oznacza, że obok TFI i pośrednika przyjmującego zlecenie klienta zaangażowany jest jeszcze trzeci podmiot - bank, za pośrednictwem którego następuje wpłata środków do funduszu. Jeśli wziąć pod uwagę te okoliczności oraz to, że klienci mogą dokonywać różnych transakcji (kupno, odkupienie, zamiana, konwersja), okazuje się, iż do przeanalizowania będą ogromne ilości informacji.
- Żaden człowiek nie jest w stanie dokonać takiej analizy samodzielnie - mówi Arkadiusz Huzarek.
Dane o transakcjach muszą być filtrowane przez odpowiednią aplikację. W zależności od tego, jak gęste będzie to sito, czyli jakie parametry transakcji powodują, że stanie się ona podejrzana, liczba transakcji do dalszej analizy będzie się zmniejszać lub zwiększać. Następny krok to praca organiczna. Należy również wliczyć dodatkowe koszty związane z pracownikami: zwiększenie zatrudnienia w komórkach zajmujących się tematyką PPP, szkolenia dla pracowników odpowiadających za sprzedaż produktów - dodaje.
Przekaz z rynku płynie jasny: ani z dnia na dzień, ani nawet z roku na rok TFI nie zatrudnią tysięcy dodatkowych pracowników i nie utworzą kolejnych tysięcy punktów obsługi klienta - uzupełnia Arkadiusz Huzarek. - W większości przypadków instytucje finansowe: nawet największe banki i zakłady ubezpieczeń, które obsługują miliony klientów, mogą mieć jedynie szczątkową wiedzę w tym zakresie. Obsługa milionów rachunków wymaga sprawnego działania i raczej nie pozostawia wiele czasu na pogawędkę z klientem - dodaje Huzarek.
Trzeba jednak pamiętać, że uchwalenie ustawy nie powoduje, iż automatycznie zmieni się cała infrastruktura rynku finansowego.
Nie znaleźliśmy nikogo na rynku, kto byłby w stanie oszacować koszty, jakie poniosą TFI po wprowadzeniu modyfikacji ustawy. Spekulacje, że wymiana, zamiana czy rozbudowa systemów informatycznych może iść w dziesiątki milionów złotych, nie są jednak przesadzone.
Wprowadzenie ustawy jest koniecznością, ponieważ wymaga tego obowiązujące prawo, natomiast praktyczne efekty wdrożenia są wciąż niewiadomą.